Dodaj link do tego mBloga do serwisu Startowy.comDodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl
futago.mblog.pl
Dosyc tego mam...
2009-01-09 | 22:22:04
autor: futago | skomentuj (1)

Nie, nie będzie taryfy ulgowej. Nie będzie korekty tekstu. Nie będzie składnej wypowiedzi.

Nie, nie jestem pijana.

Dlaczego, do cholery jasnej? Dlaczego zawsze, kiedy mam dobry humor słyszę to jedno pytanie?

"Hej, czuczu... To ile dzisiaj wypiłaś?"

Czy już nie wolno mi się śmiać

Czy nie wolno nucić sobie ulubionej piosenki pod nosem 

Czy nie wolno mi potrzymać się za ręce z kimś, z kim nie jestem

Czy ktoś mi zakaże oglądania filmów na korytarzu 

Czy to kogoś powinno obchodzić

 

Albo jeszcze inna sprawa.

Mam zjebany humor. Zjebany totalnie.

Chodze poważna, nie gadam, jestem zamyślona. I kolejne, denerwujące pytanie:

"Czuczu, co sie stało..?"

I jeszcze to patrzenie z troską.

Z taka pierdoloną litością!

 A co, nie moge być jeden dzień normalna

Nie mogę mieć swoich spraw

Co, że skoro się śmieję, to że mnie nie zraniło

 

Jesteście pojebani.

Odpierdolcie się.

Dajcie mi trochę przestrzeni.

ja też jestem do zastąpienia, radźcie sobie.

 

Za rada "kopytka"-

Jestem beznadziejna, wypierdalam.

Wypierdalam na to wszystko, co powinno się udać, a jakos nie wyszło.

Na facetów, którzy się uważaja za władców wszystkich pokoi.

Na jej zdanie.

Na twoje zdanie.

Dajcie mi, kurwa, oddychać!

 

...

nie, nie usunę tej notki.

 

...

Tak, mam szczerą nadzieję, że to przeczytasz. 

 

...

"Jestes beznadziejny spierdalaj" 

"jeżeli miłość jest szaleństwem..."
2009-01-03 | 16:37:05
autor: futago | skomentuj (6)
**
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jaką rolę pełnia opisy gg. Ale chyba powoli zaczynam rozumieć. Teraz, kiedy nigdy nie mam czasu na pisanie z ludźmi, dzięki opisom gg tworzę własny obraz świata. Mały, subiektywny, wyimaginowany. Tylko swój. W którym jestem pustą skorupa, a inni ludzie mijają mnie na olbrzymim skrzyżowaniu wymiarów i miejsc. Wiem, co się z nimi dzieje. 
To wystarcza. W większości wypadków. 
Bo czy ja chce bawić się w wysłuchiwanie cudzych problemów? 
Czy jestem dosyć silna na bawienie się w dobrą wróżkę? 
Czy nie mam swoich problemów?
Miliony myśli galopują mi przez głowę, zderzają się ze sobą, mieszają. W głowie mam obrazy Salvadora Dali, tak dalece wszystko wydaje się abstrakcyjne. I słoneczka, wszędzie słoneczka. Żółte, czerwone, szare... 
Czy ja oszalałam?
Kolejny raz budzę się z głową opartą na klawiaturze.
...**

*
Słoneczny dzień lata. Zbliżamy się do ulicy Floriańskiej w Krakowie. Fran niesie ze sobą swój aparat. Ten lepszy, większy i cięższy. Analogowy. I poucza mnie, jak wszystko dobrze ustawić.
Tu ustawiasz ostrość, tu przesłonę, tu długość naświetlania...- mówi, po kolei wskazując odpowiednie elementy aparatu. Jeszcze przez chwile trzyma go w bezpiecznym zapleczu swoich dłoni. Wiem, że za chwilę to ja będę mogła go nieść.
Mhm... – odpowiadam inteligentnie na większość jego uwag. Bo jak inaczej mogłabym mu odpowiedzieć? Przecież się na tym tak nie znam, po co mi kompromitacja?
Fran jeszcze przez chwilę waży sprzęt w dłoni. Przekazuje mi go delikatnie, choć wie, że nie powinnam nic złego z nim zrobić.
Aparat waży więcej, niż się wydaje. Ciąży w dłoni. Tak jakby nieustannie przypominał o swoim istnieniu. Ciekawe uczucie...
chciałbym, żebyś zrobiła mi jakieś ładne zdjęcie. Wiesz, takie z różnie ustawioną ostrością, żeby tło było rozmyte.
Yhm... - odpowiadam po raz kolejny inteligentnie i kiwam głową. Jakoś tak mnie to dowartościowało, że Franek prosi mnie o zrobienie mu zdjęcia TYM aparatem...
Prawdę mówiąc nie pamiętam samego momentu robienia zdjęcia. Nawet nie wiem, czy w ogóle je zrobiłam. Ale tamten moment był ważny. Bez trudu przypominam sobie chłodną fakturę obudowy, ciężar, nawet kilka rzeczy z samych przymiarek do robienia zdjęć. Ale samego momentu, w którym lustro wydaje ten przyjemny dla ucha dźwięk... 
czy ja naprawdę zrobiłam wtedy tamto zdjęcie..?
...*

...**
Misia...- zaczęłam nieśmiało- Wiesz... przepraszam Cię, ale nie będę mogła pojechać do Torunia, do Ani...-wiedziałam, jakiej reakcji się spodziewać. I że powinnam się jakoś usprawiedliwić.
No, chyba cie walne!- mogłam się spodziewać, że Stella tak mi odpowie.
No tak, w końcu inaczej się umawiałyśmy. Ma prawo się denerwować. Ale ja sama też chciałam tam jechać. Nie tyle ze względu na sylwestra. Ze względu na Stellę i Anię. Dawno się z nimi nie widziałam i naprawdę mi tego brakuje. 
Z drugiej jednak strony nie chciałam wydawać za dużo pieniędzy. Tak, obiecałam sobie, że je odwiedzę po sesji, kiedy już będę miała trochę wolnego. I zrobię to. Ale jechanie tak daleko tylko po to, żeby się razem napić... Czy to naprawdę konieczne? Przecież wszystkie mieszkamy bliżej Warszawy niż Torunia. Poza tym bałabym się jechać tak daleko sama. Nawet, jeżeli na miejscu miałyby na mnie czekać moje dwie gwiazdy, niestety. Jestem tchórzem.
Zaczęłam się tłumaczyć. Że daleko, że nie mam za co, że na komputer, że rodzice, że kłopot dla Ani. Dziwna jestem. Moje logika czasami po prostu wysiada. Przepraszam wszystkich za te drobne kłamstwa. Za zawalanie cudzych planów. Ale...
… Czy mogę to nazwać- tak między nami wszystkimi- rewanżem..?
...**

…*
Spoglądam na ekran zaspanymi oczami. No tak, nie wyłączyłam nawet internetu. 
Co mnie tak zmorzyło..?
Przecieram oczy. Przez to przez kolejne kilka chwil nie widzę wyraźnie, tak jakby moje oczy jeszcze się nie ocknęły ze snu. Przypomina to wychodzenie z chlorowanej wody na basenie, po nurkowaniu bez okularów pływackich. Z tym, że pod powiekami zamiast piekącego detergentu czuje się coś piaskowato nieprzyjemnego.
Po chwili ponownie wlepiam wzrok w ekran. Teraz jest już lepiej- widzę, kto jest dostępny na gg. 
Że tez o tak późnej porze jeszcze ktoś siedzi...- mruczę do siebie samej. W końcu już pierwsza w nocy. W akademiku kładzenie się o tej porze to norma, ale wśród innych, normalnych ludzi zwyczaj tego rodzaju jest raczej rzadkością.
No proszę!
Jak się okazuje jedyną osobą, która jeszcze nie zmyła się z gadu jest Bartek. Ale bardziej mnie zaciekawia jego opis.
„Jeżeli miłość jest szaleństwem... to ja jestem szalony”
Mimowolnie otwierają mi się szeroko oczy. Pomimo całego skupionego we mnie zmęczenia...
…*

…**
Ooo, popatrz, to się nazywa sprzęt!- zawołał mój tata, podając mi małe, czarne opakowanie.
Co to takiego..?- spytałam, zaglądając do środka. Był tam aparat fotograficzny.
Stary, dobry analog – stwierdził staruszek.-Twoja mama robiła nim rewelacyjne zdjęcia. I nie potrzebowała do niego żadnych baterii! Popatrz, to wszystko jest zmechanizowane. Tu przybliżasz, tu ustawiasz ostrość, a tu...
...A tutaj pewnie przesłonę?- dokończyłam za niego. Z powątpiewaniem popatrzyłam na napis na spodzie opakowania. CCCP, hmmm...- A można do niego wkładać normalny film, taki jak do naszego aparatu..?
No... Tak, raczej można...- mój staruszek widać nie mógł się otrząsnąć, że wiem, czym jest przesłona i naświetlenie.
Przypomniały mi się pouczenia, których udzielał Fran. Przyjrzałam się aparatowi. Miał samowyzwalacz, flesz, dobrze działający obiektyw. Nagle naszła mnie ochota na zrobienie kilku zdjęć. Kliknęłam. Dźwięk zamykającego się lustra wypełnił mój pokój i zapadł w pamięć. Uśmiechnęłam się do siebie. 
W końcu Frankowi ten odgłos również bardzo się podobał.
...**

…*
Będziemy u Krzyśka na Działce.- stwierdziłam moja siostra niemalże z entuzjazmem. Po chwili dodała- chcesz, to możesz jechać z nami. I możesz zabrać ze sobą Stellę.
Ooo, no fajnie by było!- Zapewniłam gorąco. W zasadzie nie miałam ni przeciwko spędzaniu Sylwestra z moja starszą i jej znajomymi. Stella nie musiałaby się martwić, że nie będzie znała ludzi. I przynajmniej wiadomo, z kim można się bawić.
No to napisz Stelli, co gdzie i jak.- Ania wróciła do przepisywania notatek z zajęć.
W zasadzie to ja wiedziałam, że tamto pytanie moja starsza zadała z wrodzonej, siostrzanej nadopiekuńczości. Może nawet lepiej by się bawiła bez kuli u nogi. Ale jakoś przypadł mi do gustu pomysł z wspólną imprezą.
Poleciałam do swojego pokoju po komórkę.
…*

…**
...Pomimo całego skupionego we mnie zmęczenia, zaczęłam się śmiać. Głośno i długo. Tak, jak nawet ja rzadko się śmieję. Nie, to nie była histeria. Śmiałam się z siebie i swojej głupoty.
A ja się zamartwiałam, że go skrzywdziłam! Że naprawdę kogoś poważnie zraniłam! Że muszę wziąć za to odpowiedzialność, cokolwiek się stanie dalej! Że kogoś złamałam tak, jak wcześniej...
...
Tak, głupia jestem, mimo wszystko.
…**

…*
Tegoroczny mikołaj wyglądał, nawet jak na mój spaczony gust, dosyć realistycznie. Dzieciarnia skakała naokoło niego i wrzeszczała coś niezrozumiale. Ale chyba nie mogli się już doczekać prezentów. Było bardzo głośno. No tak, w końcu wigilia w tym roku odbywała się u nas w domu. Jak na szesnastoosobowe zebranie było naprawdę spokojnie. Trójka dzieciaków, Dziadkowie, babcie, wujowie, ciocie, chrześni, chrzesniacy, stryjowie, rodzice... A pomiędzy tym wszystkim ja i moja starsza siostra.
W pewnym momencie Szanowny Pan Święty Mikołaj zaprosił mnie na kolano. Zdziwiło mnie to, bo nie miałam za bardzo z czego się tłumaczyć. I nie nęciło mnie śpiewanie piosenki. 
Dostałam duże, ciężkie pudło, opakowane w granatowy papier. Rozpakowałam je jak wszystkie dzieciaki w amerykańskich filmach- po prostu podarłam papier, robiąc przy tym niezły bałagan.
W pudełku czekał na mnie laptop ACER.
Popłakałam się ze szczęścia.
…*

…**
- SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!- zaryczałyśmy ze Stellą. 
Była północ, a wszędzie naokoło nas strzelały wielobarwne fajerwerki. W jednej ręce czułam dotyk płaszcza przyjaciółki, w drugiej chłód szkła. Ruski szampan powoli uderzał nam do głowy. Może dlatego odczuwałam potrzebę wypicia całej butelki naraz. Karolina z siostrą stały niedaleko i zacieszały się sztucznymi ogniami. Bartek stał na schodach z zadowoloną miną. Krzysiek jeszcze przez chwilę był w domku. Kiedy zaczęłam na cały głos śpiewać „sto lat”, uświadomiłam sobie, że chyba zbyt pochopnie oceniłam swoje możliwości. Tamta butelka nie była najlepszym pomysłem.
Tylko, ze w tamtym momencie wcale mnie to nie obchodziło. Liczyło się tylko niebo, ludzie i świadomość, że już niedługo Nowy Rok postawi przed nami pierwsze przeszkody.
Zrobiłam rachunek sumienia za cały zeszły rok. 
I poszłam spać.
Tamta butelka naprawdę nie była najlepszym pomysłem.
…**

*
Nie warto wracać zbytnio wspomnieniami.
Nie warto żałować tego, czego już nie można odkręcić.
Nie warto wypominać sobie pijaństwa w nowy rok.
Nie warto żałować rozbitego samochodu.
Nie warto lawirować między facetami na studniówce.
Nie warto stresować się przed maturą.
Nie warto wmawiać sobie uczucia.
Nie warto porzucać nadziei na spełnienie marzeń.
Nie warto mówić „starałam się”.
Nie warto brać na siebie odpowiedzialności.
Nie warto wierzyć w kogoś, kto nie wierzy w nas samych.
Nie warto omijać wykładów.
Nie warto wypijać całego szampana na raz.
Nie warto zamykać się w własnym, subiektywnym świecie.
*

**
Warto czasem przystanąć.
Zastanowić się.
Zdusić śmiech.
Warto dla kogoś przejechać pół Łodzi.
Bo dawno się nie widzieliśmy.
Bo obiecałam pomóc.
Warto powiedzieć to, co bolesne.
Żeby pokazać błąd.
Żeby dalej było dobrze.
Warto pamiętać.
O innych.
O sobie.
O nas wszystkich.
O małym, zwariowanym świecie.
**

*
Kiedyś też tak powiem. 
Jestem tego pewna.
*

**
Jeżeli miłość jest szaleństwem... To ja będę szalona.
**

Wszystkiego najlepszego w nowym roku


Strona główna